Czy św. Jan napisał najtrudniejszą Ewangelię?

18 stycznia 2021

Mateusz, Marek i Łukasz napisali ewangelie, które nazywamy synoptycznymi. Mają podobną treść, słownictwo, kompozycję i język. Znacznie różni się od nich czwarta ewangelia – tekst, którego autorstwo przypisuje się św. Janowi. Czy to znaczy, że jest to trudniejsza ewangelia?

Najpierw jedno ważne przypomnienie – jest jedna Ewangelia, ale są cztery ewangelie (drobna różnica w zapisie ma tu kolosalne znaczenie). Jedna – bo Ewangelia to Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie, prawda o Nim. I nie ma kilku wersji tej prawdy – Jezus jest zawsze taki sam, dla każdego z nas. Ale jest kilka literackich wersji opowieści o Nim – czyli ewangelii zapisanych przez Mateusza, Marka, Łukasza i Jana (są też ewangelie apokryficzne, które nie znalazły się w kanonie Pisma Świętego). Ewangeliści dzięki swoim objawionym tekstom – a więc napisanym pod wpływem Ducha Świętego – opowiadają historię o życiu i o nauczaniu Jezusa. U trzech ewangelistów synoptycznych dużo się dzieje, choć nie brakuje u nich akcentów teologicznych. Jan, autor chronologicznie najprawdopodobniej najpóźniejszej Ewangelii, skupił się właśnie na teologii. Dlatego dla tak wielu z nas Ewangelia wg św. Jana wydaje się być zwyczajnie trudna.

Skup się

Czy Ewangelia wg św. Jana rzeczywiście jest najtrudniejsza? To zależy od tego, jak na to spojrzymy i też od naszych osobistych preferencji. Ewangelie synoptyczne na pewne są prostsze językowo – a przez to ich treść też wydaje się mniej skomplikowana (co wcale nie znaczy, że mówią o rzeczach błahych!). Lektura Ewangelii Janowej wymaga na pewno większego skupienia i zaangażowania – choć takowe powinno wiązać się z lekturą każdej biblijnej księgi. Na pewno treść teologiczna Ewangelii wg św. Jana jest bardzo głęboka i niełatwo pojąć ją od tak, od razu – to często praca duchowa na wiele miesięcy i lat. Do czytania tej księgi przydatny jest też kontekst znany z innych kart Pisma Świętego – zwłaszcza ze Starego Testamentu. Dzięki niemu możemy odkrywać to, co na pierwszy rzut oka może wydawać nam się ukryte czy nieznane. Dobrze to widać przy opisie męki i ukrzyżowania Chrystusa. Gdy nasza wiedza jest większa to widzimy, że ten fragment opisany jest na wzór koronacji króla Izraela. Wróćmy jeszcze do słowa najtrudniejsza – bo można rozpatrywać je w jeszcze innym kontekście. Najtrudniejsza – jako najbardziej wymagająca od nas moralnie i życiowo. I w tym aspekcie chyba najlepiej do wszystkich czterech ewangelii podejść całościowo. Każda z nich zawiera fragmenty, które mogą nam się wydawać wymagające, bardzo trudne – ale które prowadzą nas ku zbawieniu. Ewangelia więc sama w sobie jest trudna – ale warto nią żyć.

Ewangelia o Bogu

Pomocą w zrozumieniu – nie bójmy się tego słowa – trudnej Ewangelii Janowej może być na pewno „Katolicki Komentarz do Pisma Świętego” wydawany od zeszłego roku przez Wydawnictwo W Drodze. Właśnie ukazał się czwarty tom – poświęcony Ewangelii Janowej. Został napisany przez Francisa Martina i Williama M. Wrigta IV. Już na wstępie tego swoistego podręcznika do odczytania tekstu św. Jana (choć lektura komentarza pokazuje, że Jan niekoniecznie musiał być Janem) czytamy, co jest głównym założeniem tekstu. Autorzy piszą: „Ewangelia Jana skupia się na Bogu. Już od pierwszego wersetu wprowadzeni jesteśmy w wewnętrzne życie Boga jako wieczną komunię życia i miłości między Bogiem Ojcem i Jego Synem, który jest także Jego Słowem”. Tak też powinniśmy podejść do tego natchnionego tekstu – Jan chce nam opowiedzieć o Bogu bliskim każdemu człowiekowi, o Bogu, który jest Miłością. „Misja Jezusa, by objawić Ojca i wypełnić Jego dzieło zbawienia, znajduje swoją kulminację w Jego doskonałym darze z siebie na krzyżu. (…) Ponieważ Słowo stało się ciałem, Jezus przyciągnął do siebie ludzkie istoty, by mogły mieć udział w tej wiecznej wymianie życia i miłości, w boskiej komunii” – czytamy we wspomnianym czwartym tomie „Katolickiego Komentarza do Pisma Świętego”.

Ku Zmartwychwstałemu

Ewangelia Jana prowadzi nas do spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem. Nieprzypadkowo treści paschalne są u Jana potraktowane znacznie obszerniej niż u pozostałych ewangelistów. Jak zaznaczają autorzy komentarza, Ewangelia Jana pozwala nam – choć nie widzimy fizycznie Jezusa – poznać Go, doświadczyć tego, czego doświadczył św. Tomasz. „To dzięki Ewangelii późniejsze pokolenia chrześcijan, które nie widziały Jezusa fizycznie, mogą Go prawdziwie spotkać i tym samym w Niego uwierzyć” – mówią do nas przywołani bibliści. Zauważają też, że Ewangelia Janowa zaprasza nas do naśladowania pewnych zwyczajów. To podchodzenie z wiarą i pokorą do treści słowa Bożego, to otwarcie się na to słowo. I to zaproszenie dla każdego z nas do otwarcia się na działanie Ducha Świętego. „Podchodźmy do Ewangelii z wiarą, otwartością i uległością, stojąc w obliczu »Ducha Prawdy«, który jak obiecał Jezus, »doprowadzi was do całej prawdy«” – czytamy w opracowaniu amerykańskich naukowców. I w ten sposób podejdźmy też do lektury natchnionego tekstu. Lektury, która z czasem zacznie przeradzać się w modlitwę.

Nie bójmy się Jana

Czytanie Pisma Świętego rozwija nas. Intelektualnie – pod tym względem na pewno spotkanie z Ewangelią Janową, pełną metafor, ukrytych znaczeń, jest na pewno przygodą i wyzwaniem. Ale przede wszystkim chodzi o rozwój duchowy, o poznawanie Boga. A to powinien być cel każdego, kto sięga po tę świętą Księgę. Nie bójmy się Jana, nawet gdy z początku będzie wydawał się taki niezrozumiały, nieprzystępny i trudny. Nie bójmy się Jana, choć mało u niego cudów, przypowieści i wydarzeń – a za to dużo wielkiej teologii. Nie bójmy się Jana, bo to wreszcie Ewangelia o miłości. A właściwie – o Miłości. Tę przygodę z Ewangelią Janową warto zacząć z konkretną pomocą – chociażby z „Katolickim Komentarzem do Pisma Świętego”. To wartościowa pozycja, bo pomaga z jednej strony uszeregować wiedzę, a z drugiej strony rozwija naszą warstwę duchową. W publikacji krok po kroku, fragment po fragmencie, zgłębiamy treść Ewangelii. Poznajemy konteksty, znaczenia, tło historyczne. To na pewno bardzo pomaga w pracy i w życiu na co dzień słowem Bożym.

Hubert Piechocki

Wieloletni dziennikarz radiowy, dzisiaj redaktor i korektor portalu misyjne.pl

za: misyjne.pl

 


Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
100 0.080203056335449